System wartości – człowiek wobec wezwania ….
„Poświęcaj mniej czasu, na zastanawianie się, – kto ma rację.
A więcej czasu na rozważanie tego – co jest słuszne. “
Każdy człowiek – jako jedyny i niepowtarzalny w czasie i przestrzeni świata byt osobowy, stanowi w następstwie, jedyny i swoiście niepowtarzalny potencjał czynu. Czyn – to szczególne wezwanie, do dokonania definitywnego i czasem niestety, całkowicie nieodwracalnego wyboru. Żaden zabójca, choćby oddał własne, życie nie jest w stanie przywrócić życia, które uprzednio unicestwił. W nie dającej się z góry przewidzieć sytuacji życiowej, może nagle i niespodziewanie, stanąć każdy. “ Ciemność nadchodzi… Twoja linia życia, tędy będzie szła. Jaką drogę wybierzesz ? Władco dobra albo władco zła…”

To czy w ogóle – oraz w jaki sposób, ten potencjał czynu zostanie zrealizowany, zleży od wielu czynników. Na niektóre z nich mamy osobisty wpływ. Do tych ostatnich należy mniej lub bardzie świadomie, przyjęty przez każdego z nas system wartości, który jako etyka – odpowiada na pytanie, co jest dobre, a co złe i zakotwicza się w światopoglądzie. stając się jego integralny elementem. Przynajmniej każdego dojrzałego światopoglądu. Wobec różnorodności systemów wartości, w czasach w jakich wypadło nam żyć, nie sposób analizować postawy człowieka wobec świata, w oderwaniu od jego kultury, oraz od przyjętego przez niego światopoglądu. Dlatego wypada mi od razu na wstępie zaznaczyć, że wszelkie rozważania stanowiące treść tego bloga odnoszą się wyłącznie – do systemu wartości właściwego dla chrześcijaństwa.

Piszę o tym na początku, aby nie narażać na rozczarowanie jakiekolwiek osoby, która w podzielanym przez autora systemie wartości – nie upatruje, z różnych powodów, drogi dla siebie. Chyba że z racji samego tematu i na własny rachunek, czytelnik taki uzna treść bloga za interesującą dla siebie. Kierując się poszanowaniem dla niezbywalnego prawa każdej osoby, do poglądów odmiennych od moich osobistych – a zarazem z powodu ugruntowanych poglądów własnych, blog ten – nie jest platformą dla prowadzenia dyskursu, co do zasadności wyboru systemu światopoglądowego. Z tej racji jest adresowany jest do osób, przynajmniej co do zasady, podzielających prezentowany przez autora system wartości.
Droga
Katyń to wydarzenie trzeciorzędne - ponieważ zginęli tam Polacy z ubogiej – „Prywislanskiej Gubernii” , którzy jak powszechnie wiadomo – zabili się sami. Gdyby zostali tam zabici Anglosasi… Wow ! Wtedy – byłaby to zbrodnia przeciwko ludzkości.
Lata mojej edukacji przypadły na okres panowania kolektywizmu społecznego. Mówiło się wtedy u nas ( “najpierw jest Bug, a za Bugiem rząd “) To powiedzenie, wtedy wcale wesoło nie brzmiało. Było wyrazem przekonania o wasalnym charakterze naszych ówczesnych władz. W okresie gdy jeszcze dywizje Armii Czerwonej stacjonowały u nas w najlepsze, wybrałem się ( szczęśliwie tylko jako turysta) na Syberię. Dzięki temu mogłem zobaczyć gdzie żyjemy – ale z drugiej strony lustra. Miałem odczucie że przebywam w krainie mitycznego Mordoru. W rzeczywistości było to tylko… potężne i całkowicie zmilitaryzowane imperium.

Potędze sił zbrojnych imperium podporządkowane było życie ludzi, dla których codzienna inwigilacja była zjawiskiem powszechnym jak chleb a może nawet bardziej. Pomyślałem wtedy że mój kraj, wygląda stamtąd, sielsko jak np. powiat żywiecki przyklejony do kontynentu. A może nawet gorzej. W sumie skoro masz dom, choćby nawet mały, ale prawdziwy swój własny dom – to starasz się o to, żeby drzwi wejściowe do twego domu były solidne i pozostawały zamknięte. Natomiast bez odpowiedzi pozostaje pytanie : co możesz uczynić, jeśli zmuszony jesteś mieszkać na korytarzu położonym pomiędzy dwoma bunkrami, w którym mieszkańcy obydwu (np Ribbentrop i Mołotow), czują się jak we własnym domu. Z danych naszego IPN , wynika że żaden wywiad w historii, nie czuł się poza własną granicą tak komfortowo, jak wtedy wywiad bolszewicki. Wielu prominentnych intelektualistów Zachodu, czuło się w głębi duszy bolszewikami i z entuzjazmem godnym lepszej sprawy, z tym wywiadem współpracowało. Na jak wysokich szczeblach władzy ? Kiedyś po odtajnieniu rządowych sejfów… to się dopiero okaże.

Kontrast pomiędzy potęga militarną imperium , a marnym standardem życia człowieka radzieckiego był jaskrawy. Poeta bolszewizmu, Majakowski powiedziałby na obronę takiego kontrastu: to nieważne – „jednostka zerem, jednostka bzdurą…” a ” Partia to siła”. Dla zwykłego człowieka obiad w nowo otwartym „kapitalistycznym” MacDonaldzie, był wtedy synonimem luksusu, wartego czekania w długiej kolejce. Mimo że “kapitalizm jest podły.”
Zwiedzając Syberię nade wszystko miałem okazję spotkać się z tamtejszymi wyznawcami marksizmu-leninizmu. Pozostał z tych rozmów krótki zapisek:
Syberyjska rozmowa.
Pytasz mnie bracie Polaku
gdzie bolszewików granica ?
Wasz Prywislanski Kraj
to tylko sowiecka stanica.
I zapamiętaj na zawsze:
tam bolszewickie rubieże
dokąd dotarły dziś buty
„Krasnoarmiejców” - żołnierzy
i gdzie najdalsza świeci szubienica
- tam bolszewików ojczyzna
i tam jest nasza granica…
Nie pytaj co jutro przyniesie.
To tylko gwiazdy wiedzą,
która z kolejnych granic,
będzie sowiecką miedzą.
Dzisiaj jesteśmy tutaj…
A jutro – czas pokaże
Może będziemy w Paryżu.
A może na Gibraltarze.

Ponieważ u nas w telewizji mówiono non-stop o sojuszu i o „wielkiej przyjaźni polsko-radzieckiej”, to co wtedy usłyszałem,od sowieckiego inteligenta to był dla mnie szok. Głośno zaprotestowałem. W odpowiedzi natychmiast usłyszałem – „Kurica nie ptica – Polsza nie zagranica. Tu na Syberii trzymaliśmy nie tylko Polaków. Siedzieli tu przede wszystkim nasi. Zresztą Paliaki byli toże nasi. No chyba nie zaprzeczycie, że wy mieszkańcy Kraju Prywislanskiego, byliście poddanymi naszego Cara. Na Syberii miejsca dość dla wszystkich. W łagrach byli i Francuzy i Germancy, toże Amerykance i Japonskije. Ale wsie oni byli posłusznyje naszej narodnoj własti, tolko Paliaki kak wsiegda byli niepokornyje” A poza tym myśmy was tu (to znaczy mnie – jako turystę) nie prigłasili (nie zparaszali). A z tym waszym akcientem – dałżno uczitsa ruskowo jazyka. (O tym że własne dzieci uczyli angielskiego, ani słowa.) Mówiłem po rosyjsku… ale bez prawidłowego akcentu. „A w ogóle – to jak wam się Związek Sowiecki nie nrawitsja wy wiernutsa skoro w Polskije. Wkurzyłem się wtedy: Jak to tak ? – A my Ruskich do Polski – toże nie prigłasili ! A siedzicie już u nas 200 lat z małymi przerwami. I co gorsze, do wam się z powrotem do domu nie spieszy. A jeszcze sprawa Katynia … ” Molczij srazu ! Wy Polaki Duraki! Niet Katyń – tolko Chatyń ! Wy haraszo znaju – czto eto że Giermancy sdiełali ! A tiepier koniec ! Takije teksty – u nas dla wsiech zaprieszczieno ! „ Rozmowa była skończona. Tak sobie wtedy w Irkucku pogadaliśmy - jak Rusek z Polakiem. Albo jak jaki wielki brat – z małym bratem, „bękartem traktatu wersalskiego”, jak miał w zwyczaju mawiać naczalnik bandytów z NKWD Jeżow. Słusznie ktoś u nas zuważył, że aby deinitywnie pogodzić Rosjan i Niemców w sprawie Katynia – należy raz na zawsze ustalić międzynarodowym traktatem – że Polacy w Katyniu zabili się sami. Dziś rozumiem że miałem wtedy szczęście. Wróciłem do domu… Może nie bez problemów, jednak wróciłem. Po powrocie do mojego „Priwyslańskiego Kraju” stwierdziłem, iż prawie wszystkie moje klisze fotograficzne, zostały skutecznie naświetlone. Łącznie z tą której nawet nie wyjmowałem z aparatu.Cóż za dbałość o detale.

W każdym razie, po tamtym pobycie, aż do dzisiaj, przeszła mi całkowicie ochota na podziwianie piękna przyrody wschodniego imperium. Powroty stamtąd - nie są z wielu powodów wprost oczywiste. Znałem osobiście ludzi, którzy pojechali po mnie i których więcej nie zobaczyłem Kilka lat po moim powrocie, ostatni umundurowani turyści - już nie jako ” towarzysze bolszewicy” ale jako Panowie Rosjanie, niespiesznie opuszczali moją ojczyznę. Pomyślałem wtedy – jak masz w swoim domu 10 Krasnoarmiejców , to masz cały Związek Sowiecki. Ten ostatni zaraz im przyjdzie z pomocą. Dlatego – tak bardzo błagam Cię dziś Wielki Boże! Zachowaj nas przed powrotem mołojców na tę umęczoną grabieżami ziemi – chociaż na jeden tysiąc lat ! Albo… i na dłużej. Niech chociaż jeden raz maszerują gdzieś na Wschód aby wyzwalać np. Chiny albo Kanadę. Tę syberyjską rozmowę, zapisałem na pamiątkę dla moich dzieci. A dziś one, tak mówią do mnie: ” Ojcze – to już nie te czasy. My dziś tak, jak cała nasza młodzież – czujemy się dziś obywatelami Europy.” Odpowiem tak: – Bardzo się z tego cieszę. Tylko nie zapominajcie – że to już było. W połowie osiemnastego wieku nasza młodzież, także czuła się obywatelami Europy. Znała język francuski, studiowała w Paryżu. Rozmawiała i ubierała się, na modę francuską. Natomiast rozbiory Polski, a wraz z nimi turyści z Mikołajewiczem Murawiewem na czele i Syberią – dla naszej młodzieży… to wszystko przyszło później. Samo przyszło. No może z pomocą naszych ówczesnych herbowych bandytów, targowiczan i zarazem kawalerów orderu orła białego, co politykę u nas robili, za pieniądze moskiewskich carów.

Ale powróćmy do przywiezionego nam na czołgach ze Wschodu, – kolektywizmu społecznego. Liczne u nas ograniczenia natury materialnej, w postaci różnych talonów, przydziałów, bonów, a w okresie gdy ówczesne ideały sięgały bruku, także kartek na mięso, cukier, masło czy paliwo, były na pewno zjawiskiem smutnym. Ale bardziej we znaki dawało się nie mające chyba, precedensu w historii - zniewolenie umysłu. Nie bez powodu Czesław Miłosz, nadał swojej książce stanowiącej rozrachunek z tamtym mrocznym okresem w dziejach naszego narodu, właśnie taki tytuł – “Umysł zniewolony”. Nieustannie inwigilowany i zalękniony, non -stop czytający i słyszący o Leninie
Człowiek, zaczyna myśleć po leninowsku. Następnie nabiera przekonania, że towarzysz Lenin chciał dobrze. Tyle że mu się nie powiodło… z powodu złego stanu zdrowia.

W taki sposób doczekaliśmy się naszych miejscowych „bolszewików”. Niektórzy pozostali nimi w głębi duszy do dziś. Oprócz zbudowania (przy zastosowaniu terroru) raju na Ziemi, ci zacni towarzysze, stawiali sobie za cel kontrolowanie umysłów ludu pracującego miast i wsi. Używali w tym celu, obok goebbelsowskiej propagandy, przede wszystkim cenzury prewencyjnej. I znowu w okresie gdy ideały sięgały bruku, cenzura ta poza zwykłą domeną jak; literatura, prasa, filmy, widowiska teatralne - objęła także, prywatną korespondencję i rozmowy telefoniczne. W takim okresie nie licząc możliwości blokady łączności telefonicznej wybranego miasta (bywało i tak), po każdym włączeniu telefonu, słyszałeś: “Twoja rozmowa jest kontrolowana” Jedynym
instytucjonalnym obszarem intelektualnej suwerenności, wolności myślenia, pomimo oczywistej inwigilacji i szykan ze strony sił zbrojnych bezpieczeństwa , pozostawał kościół rzymsko – katolicki. I tradycyjnie chrześcijański lud Skalnego Podhala. Górale z kolei też wiedzieli swoje… może dlatego, że to pośród nich mieszkał kiedyś sam Lenin. W każdym razie w znanej wówczas anegdocie, typowany do partii komunistycznej góral, na pytanie czy należał uprzednio do jakiejś mafii lub bandy, odpowiada prostolinijnie: „Nigdy dotąd. Ta będzie pierwsza.„ Kościół był wtedy jak
gwiazda wieczorna pośród mroku nocy.

W czasach Rzymu, u zarania swych dziejów przetrwał Nerona i Dioklecjana. W czasach bolszewizmu, pozostał wierny narodowi i „nieprzemakalny” , dla marksistowsko-leninowskiej doktryny, narzucanej przez barbarzyńców. Pozostawał Kościół wierny, dziedzictwu Piastów i Jagiellonów. Zachowywał historyczną pamięć i ciągłość wartości narodowych. Wreszcie przeniósł je, jako nienaruszony skarb, do obecnych czasów III RP. W tamtych mrocznych czasach, miałem szczęście, być uczniem jednej z nielicznych wtedy szkół katolickich, „Colegium Piarum”, oficjalnie – Liceum Ogólnokształcącego im. Ks. Stanisława Konarskiego.

Profesorowie tej zacnej szkoły, niektórzy wychowani jeszcze w tradycji szkoły lwowskiej, choć jak wszyscy wtedy, podlegali kontroli służby bezpieczeństwa , uczyli nas pomiędzy wierszami, niezależnego myślenia, Myślenia wolnego od marksistowsko-leninowskiego bełkotu. Jako dzieci, nie byliśmy w stanie docenić tego w pełni. Jednak to właśnie tamte lata zapewniły nam odporność, na systemową ateizację. Jakiekolwiek były nasze późniejsze losy, jakiekolwiek słabości i błędy – wiarę i kulturę naszych ojców, ustrzegliśmy. Dlatego naszych Wychowawców i Profesorów z okresu totalitaryzmu – wspominam dziś z największą czcią i wdzięcznością. Proszę Boga za nimi aby przyjął ich wszystkich, do swego domu, ponieważ trud swego życia dawali, abyśmy życie mieli.
Tamte lata przynosiły wiele momentów trudnych, także chwil niedostatku. Jednak dzięki umiejętności niezależnego i nie stadnego myślenia, wyniesionej z naszej małej ojczyzny – “Collegium Piarum”, życie swoje oceniam – przede wszystkim jako pasjonującą przygodę. Pomimo pracy i obowiązków rodzinnych (wychowaliśmy wraz żoną dwójkę dzieci), , zdołałem odwiedzić Amerykę Północną, ale również Izrael i Chiny, Mongolię i Związek Radziecki, gdzie wielkim przeżyciem była dla mnie podróż po Syberii,

z jej zanikającymi w niepamięci śladami łagrów, oraz bezimiennymi cmentarzami naszych braci i sióstr, których prochy pokrywają dziś, niezmierzone tundry i lasy tajgi. Pod żaglami jachtu, wielokrotnie zachwycałem się majestatycznym pięknem morza. Ale też pływałem po Nilu oraz podróżowałem po Egipcie i Turcji oraz po Tunezji
od ruin starożytnej Kartaginy po piaski Sahary.
Na miarę skromnych możliwości tamtych dni, starałem się podróżować. Pod żaglami jachtu, zachwycałem się majestatycznym pięknem morza. Ale też pływałem po Nilu.

Włóczyłem się po szczytach gór. Urzekała mnie groza i surowość przyrody. Nocą na pustyni zdumiony obserwowałem nocne niebo na którym miriady gwiazd świeciły, jakby tuż na wyciągnięcie ręki. Na świętej górze Synaj, patrzyłem na wschód słońca, którego piękna nie zdoła oddać żadna kamera. Starałem się obserwować codzienne życie ludzi, zarówno w krajach islamu jak i w czasie moich pobytów w Anglii, Francji, Austrii czy w Republice Federalnej Niemiec oraz we Włoszech, Chorwacji, Słowenii , Danii, Szwecji, czy na Węgrzech. Jednak najmocniej zapisało mi się w pamięci piękno i urok, nie odległych od nas kontynentów Ameryki czy Azji, ale naszych Mazur pod żaglami. Tej wspaniałej krainy puszcz i jezior. Ale także pobliskiej nam zielonej Słowacji.
Po wszystkim co dotąd przeżyłem, co stało się moim udziałem i czego doświadczyłem, uważam dziś z głębokim przekonaniem, że ciągłe i na nowo podejmowane próby podążenia drogą wierności nauczaniu Jezusa Chrystusa – choćby nawet były nieporadne i naznaczone upadkami, są dla człowieka najlepszą z możliwych i zarazem najpiękniejszą z dostępnych dróg tego świata. Na drodze życia, tak jak gwiazda polarna, czy gwiazda południa dla żeglarza, zarówno pośród ciemności które kryją Ziemię, jak i pośród zgiełku nowojorskiej ulicy, czy też na bezkresach Syberii,

najważniejszą myślą przewodnią niezmiennie były mi, słowa, mego Pana, Mistrza, Proroka i Króla, na życie wieczne Jezusa Chrystusa :
“ Słuchaj Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miłował Pana Boga swego.”